Miejsce
Pod dachami Drumlina

Strzecha, gont, wióra osikowe i dranica. Każdy z budynków pokryty innym rodzajem dachu. Gospodarze Drumlina Grażyna i Marek Giersz odrestaurowali swoje siedlisko w nietypowy sposób. - Zamysł był taki, by Drumlin stał się pewnego rodzaju skansenem skupiającym dawne chaty w stylu wsi podlaskiej i suwalskiej - opowiadają.

Strzecha, gont, wióra osikowe i dranica. Każdy z budynków pokryty innym rodzajem dachu. Gospodarze Drumlina Grażyna i Marek Giersz odrestaurowali swoje siedlisko w nietypowy sposób. - Zamysł był taki, by Drumlin stał się pewnego rodzaju skansenem skupiającym dawne chaty w stylu wsi podlaskiej i suwalskiej - opowiadają.
Stąd na jego zagrodę wiejską składa się drewniany dworek pokryty trzciną, podcieniowa chata kryta osikowym wiórem i świeronek (inaczej lamus, magazyn) też z dachem wiórowym osikowym.
Gościniec usytuowany jest ok. 350 km od Warszawy na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego w sąsiedztwie dwudziestu kilku suwalskich jezior, tuż na granicy z Litwą, gdzie rzeka Szeszupa przedzierając się przez moreny i kemy przechodzi na stronę litewskich sąsiadów i wpada wprost do Niemna.
Drumlinowy kształt
Nazwa Drumlin to określenie formy ukształtowania powierzchni ziemi pochodzenia glacjalnego. Jest to niskie, owalne wzgórze (długość do około 1 km, wysokość 5-60 m) o podłużnym, asymetrycznym profilu (bardziej stromy stok występuje od strony, z której nasuwał się lądolód). Drumliny występują zazwyczaj gromadnie, ułożone wachlarzowato lub równolegle do siebie, tworząc pole drumlinowe.
Gospodarze z zawodu technicy dentystyczni zakochali się w swoim Drumlinie prawie dziesięć lat temu. Postanowili wykupić opuszczone przez pewną rodzinę siedlisko. - Szybko stało się naszym miejscem na ziemi. Wcześniej mieszkaliśmy w zatłoczonej Warszawie, później przyszedł czas na nieco spokojniejsze Legionowo ale teraz wiemy, że to tutaj się spełniliśmy - mówią,
Ze szkiców Glogera
Siedlisko oferuje 5 pokoi i apartament. Łącznie może tu przenocować zaledwie kilkanaście osób. Kameralnie ale stylowo. Każda chałupa ma "duszę" i oryginalny wystrój. Świeronek to gliniana jadalnia z 20-cebtymetrowej grubości glinobitka (glina mieszana ze słomą) na zewnatrz i nierównym tynkiem wewnątrz gospody. Podmurowany grylownik wyłożony został kamieniami otoczakami, a główny budynek, to miejsce z pokojami dla gości. Wszystkie zabudowania razem wydają się żywą repliką wprost ze szkiców Glogera. Pokoje tematyczne są wspomnieniem z podróży. W "Australii" znajdziemy aborygeńską tubę i skórę z kangura, w "Wenecji" malowane maski, w "Afryce" instrumenty muzyczne przywiezione z różnych regionów Afryki, a w " Peru" wykopaliska przywiezione przez syna gospodarzy - archeologa. Tamtejszy jest tylko apartament "Dwie Rzeczki" usytuowany na poddaszu, z którego rozlega się widok z jednej strony na Szeszupę, a z drugiej na Jaczniówkę, rzeczkę wijącą się w głębokim wąwozie. Karczma w rustykalnym stylu to miejsce biesiad i rozmów do rana. Właściciel wyposażył ją w meble i bibeloty - zabytki zbierane od lat po okolicznych wsiach. Sam odrestaurował też miniaturową szafę gdańską i kredens, a z kawałków secesyjnego mebla zrobił wiszący barek.
Przy wielkim stole i w bani
Najważniejszym elementem karczmy jest jednak długi drewniany stół przy którym zasiada kilkanaście osób. Tutaj podawane są swojskie i regionalne strawy. Za kuchnię odpowiada poza małymi wyjątkami pani domu. Serwuje gościom wyborny kindziuk, kozie sery podpuszczkowe, pokuczaj, grażki z jagodami albo czenaki - jednogarnkową potrawę wywodzącą się z regionu kaukaskiego podawaną w glinianych czarkach na wierzchu posypane kiszonymi ogórkami i polane gęstą śmietaną. Domeną pana domu są za to kwas chlebowy oraz nalewki i likiery. Gospoda Drumlin ze swym właścicielem - ekspertem od alkoholi litewskich słynie przede wszystkim z aromatycznego korzennego w smaku krupniku litewskiego i tzw. "łez konika polnego" - mocnego likieru powstałego na bazie suszonych płatków róży.
Domostwo ciągle się rozbudowuje. Teraz właściciele są w trakcie budowy stylizowanej stajni mazurskiej oraz łaźni parowej tzw. "ruskiej bani". Bania to rodzaj sauny w wolno stojącym drewnianym domku z paleniskiem, nad którym prażą się kamienie, a dym wydostaje się kominem jak w kurnej chacie. Do paleniska wrzuca się żeliwa, które z kolei, gdy nagrzeją się do czerwoności wrzucane są do beczki z wodą. Woda pod wpływem gorącego żeliwa nagrzewa się i taką polewa się kamienie w palenisku. Powstała para wypycha dym z pomieszczenia i dopiero wtedy można korzystać z łaźni Atrakcją siedlisk jest niewątpliwie jego okolica, kraina jezior, rzek i licznych ścieżek turystycznych. Wycieczki piesze wzdłuż czarnej Hańczy, dookoła Zamkowej Góry czy na Cisową Górę i jeziora Smolnickie to wyprawy na długo pozostające w pamięci. Podobne wrażenie robią spływy kajakowe Rospudą, Szeszupą i po Szelmencie - najdłuższym jeziorze rynnowym na Suwalszczyźnie. Gospodarze polecają także jednodniowe wycieczki do Wilna, choćby tylko na cepeliny czy bliny .
Te rejony przyciągają swą nieskalaną przyrodą i tajemnicą. Tajemnica roztacza się tu wokół ukrytych jezior, które wieczorami zasnuwają się gęstą mgłą i historii średniowiecznych Jaćwingów, a później trzech wyznań, które tu wspólnie znalazły swoje miejsce. Coś musi być w tym miejscu skoro starowiercy, katolicy i ewangelicy tu mieli swoje molenny (cerkwie), kościoły i świątynie...












« powrót | poleć znajomemu | skomentuj | drukuj